– Byłaś dziś okropna – skomentował Louis. – Zwłaszcza dla niej.
– Eee tam – powiedział Hendrik.
Louis zrobił krok w ich stronę, starając się nie podnosić głosu.
– Co się musi stać, żebyście oboje…
W tej chwili dołączyła do nich Eva. Poprawiała kapelusz. Był intensywnie czerwony. Ewidentnie pociągnęła też usta szminką. Teraz było widać, że odstaje od nich wzrostem: cała trójka była wysoka i szczupła.
– Przegapiłam coś? – zapytała. Powrócił tamten głos: wyższy niż wcześniej, śpiewny. Pewnie była przekonana, że przydaje jej subtelności. Bynajmniej, pomyślała Isabel, ani trochę.
Louis złagodniał na jej widok i odwrócił się od nich.
– Nic, nic – powiedział. – Cóż takiego mogłoby się wydarzyć pod twoją nieobecność?
Odpowiedź przypadła jej do gustu, a jej policzki zabarwiły się na brzoskwiniowo. Oparła się na Louisie i po chwili zaczęła przekonywać, że jest młoda godzina i ten wieczór nie może się zakończyć tak szybko.
– Och, proszę, skoczmy jeszcze na drinka, koniecznie!
– Do… Louisa? – zapytał Hendrik.