Kiedy wróciła do domu, opłukała odłamek i trzymała go w mokrych dłoniach. Niebieskie kwiaty na brzeżku, kształt przypominający nogi zająca w miejscu, w którym stłukło się naczynie. Tyle zostało z talerza z ulubionej zastawy stołowej jej matki, tej odświętnej, na specjalne okazje, dla gości. Kiedy żyła matka, serwis stał w szklanej witrynie i nikt nie miał prawa go dotykać. Nawet wiele lat po jej śmierci talerze wciąż były trzymane pod kluczem i leżały nietknięte. Podczas rzadkich odwiedzin jej braci Isabel wykładała na stół codzienną zastawę, a Hendrik próbował wyważyć drzwiczki witryny, mówiąc: „Isa, proszę cię, cóż komu z tych pięknych sprzętów, skoro nie można ich dotykać?”. Na co Isabel odpowiadała: „One nie są do dotykania. Są do przechowywania”.
Skąd się wziął ten odłamek i dlaczego został zakopany, nie było wiadomo. Nie brakowało żadnego talerza matki. Isabel wiedziała o tym, ale dla pewności sprawdziła. Serwis był w komplecie: stos talerzy, misek, niewielki dzbanek na mleko. Pośrodku każdego naczynia – trzy goniące się w kółko zające.