W dobrych rękach
Yael van der Wounden — Literatura

Następnego dnia owinęła odłamek w brązowy papier i zabrała ze sobą do pociągu do Hagi. Kiedy przybyła na miejsce, samochód Hendrika stał zaparkowany przed restauracją, a on siedział za kierownicą i palił przy opuszczonych szybach. Pocierał kciukiem oko, jakby rozmawiał sam ze sobą, próbując coś sobie wyjaśnić. Włosy miał zbyt długie jak na jej gust. Pochyliła się w jego stronę i powiedziała:

– Cześć.

Z przestrachu uderzył się w łokieć:

– Jezu Chryste, Isa.

Usiadła na przednim siedzeniu, kładąc na kolanach torebkę. Wypuścił z westchnieniem dym, przechylił się w jej stronę i pocałował ją trzy razy w policzki.

– Jesteś przed czasem – stwierdziła.

– Ładny kapelusz – odpowiedział.

Dotknęła go.

– Tak. – Wychodząc z domu, martwiła się, że jest większy niż ten, który zwykle nosiła. Miał jaskrawozieloną wstążkę. – No i jak się miewasz?

– Sama wiesz. – Strzepnął przez okno popiół z papierosa i oparł się o siedzenie. – Sebastian coraz częściej mówi, że chciałby pojechać do domu.