Wystrój pomieszczenia był krzykliwy. Eva zawiesiła u sufitu czerwone, zwiewne tkaniny, drapując je nad łóżkiem jak baldachim. Pokryła też nimi resztę pokoju: szafkę, krzesło. Na podłodze leżało zbyt wiele zachodzących na siebie dywanów. Na ścianie zawiesiła parę kiepskich obrazów przedstawiających zamyślone twarze.
– Czyż nie są ładne? – zapytała. – Namalował je mój przyjaciel. Nieodkryty geniusz, prawda?
– Ho, ho – rzucił Hendrik, energicznie kiwając głową i ściskając mocniej Isabel. – Bez dwóch zdań.
W zasadzie nie było gdzie usiąść. Louis zajął fotel. Hendrik i Isabel usiedli na brzegu łóżka. Eva przyniosła z kuchni stołek, a potem drinki, każdy w innej szklance. Zapadła napięta cisza. Na twarz Evy powrócił tamten wściekły rumieniec. Louis wertował książkę, którą zostawił przy nodze krzesła.
– Muzyka! – oznajmiła Eva i poszła nastawić płytę. Na początku było zbyt głośno, więc udała się, by ściszyć dźwięk. Kiedy wróciła na swoje miejsce, odezwała się:
– Więc Louis opowiedział mi, że wasza trójka wychowała się w…
– Mieszkasz tu teraz? – przerwał jej Hendrik, rozglądając się. – W tym pokoju? Z Louisem?
– Och, ja.. – zaczęła, ale dokończył za nią Louis: – Szukamy nowego lokum.