W dobrych rękach
Yael van der Wounden — Literatura

– Całkiem możliwe – odparł ostrożnie i oddał jej odłamek. Po drugiej stronie ulicy słychać było kłócącą się parę. Kobieta próbowała uciszyć mężczyznę, a ten podniósł na nią głos.

Isabel ciągnęła na wstrzymanym oddechu:

– Podejrzewam, że Neelke…

– Isabel. – Hendrik zwrócił się twarzą do niej, wciąż trzymając w dłoni papierosa. Przestrzeń między nimi wypełnił dym. – W całej prowincji nie zostanie nawet jedna dziewczyna do sprzątania, jeśli każdą z nich będziesz zwalniać z powodu swoich urojonych podejrzeń…

– Urojonych! Przecież zostałam okradziona. One…

– Jeden raz – rzucił. – Isa, daj spokój, to się zdarzyło jeden jedyny raz, a ona była taka młodziutka. Nigdy nie byłaś młoda? – Odwróciła od niego wzrok, a on pochylił głowę, żeby złapać jej spojrzenie. Przybrał swój zabawny ton. – Czy sam nigdy nie byłem młody?

Na pewno nie byli starzy. Ona zbliżała się do trzydziestki, a on był jeszcze młodszy. Najmłodszy ze wszystkich. Zawinęła odłamek z powrotem w papier i włożyła do torebki.

– Zresztą mógł leżeć w tej ziemi od dawna – stwierdził. – Może kiedyś Louis niechcący zbił talerz i w panice…

– Matka by zauważyła – wtrąciła Isabel.

Hendrik nie traktował sprawy poważnie.