– Jasne – powiedział Hendrik, jakby myśl, że Louis mógłby wiedzieć cokolwiek, była zabawna. – Będzie z jakąś dziewczyną, mówił ci?
Louis miał w zwyczaju przychodzić na kolacje z dziewczynami. Ostatnim razem, kiedy spotkali się w restauracji tylko we troje, to był czysty przypadek: dziewczyna, z którą się umówił, wystawiła go do wiatru. W pierwszym odruchu Isabel pomyślała: chwała Bogu – ale potem odkryła, że kiedy Louis nie przebywa w towarzystwie względnie obcych sobie osób, to w istocie ma swojemu rodzeństwu niewiele do powiedzenia. Sztywny wieczór ciągnął się w nieskończoność. Hendrik upił się w sztok, z początku był głośny, a potem bardzo cichy. Odwiozła go z Louisem do domu – rozwalił się na tylnym siedzeniu auta. Kiedy wymiotował do studzienki kanalizacyjnej przed swoim budynkiem, Sebastian wychylił się przez okno w szlafroku i zawołał: „Jezu, co wyście mu zrobili?”.
– Zarezerwowałam stolik dla trzech osób – powiedziała Hendrikowi. Chodziło o zasadę – o to, że Louis po raz kolejny nie uprzedził jej, że przyprowadzi jakąś dziewczynę. Nie zadzwonił do niej. Nigdy do niej nie dzwonił.
– Domyślam się.
– To niegrzeczne.
– Yhy – zgodził się Hendrik.