Na szczęście jego kochanka, Sonia, nie oczekiwała miłości. Oczywiście mogła znaleźć sobie kogoś bogatszego i bardziej wpływowego, ale z jakiegoś powodu wybrała jego. Nie zasłużyła na koniec, jaki ją spotkał. Aleksander wzdrygnął się na wspomnienie wydarzeń sprzed prawie tygodnia.
Gdzieś z dolnego piętra dobiegły go wrzaski i ordynarne polskie przekleństwa: zapewne w którejś z wieloosobowych cel wybuchła awantura. Trwała krótko, bo nagle szczęknął zamek pospiesznie otwieranych odrzwi i Aleksander usłyszał tubalny głos Sieńki, który nie szczędził więźniom ani wyzwisk, ani razów.
On nie miał z kim się pokłócić, ponieważ po aresztowaniu umieszczono go w pojedynczej celi. Zawsze starał się uprzejmie traktować współpracowników, bez względu na ich stanowisko, więc naczelnik i dozorcy, którzy jakoś nie chcieli uwierzyć w jego winę, postanowili zrewanżować mu się właśnie w ten sposób. Było to ważne o tyle, że spotkanie z którymś ze znajomych oprychów mogłoby skończyć się dla niego tragicznie.