Warszawianka. Gdy zgasną światła
Ida Żmiejewska — Literatura

– Może i ła­twiej je wy­cho­wać, ale każdy skan­dal wpływa na ich re­pu­ta­cję.

– Wasz skan­dal pra­wie ucichł – za­pew­niła ją po­spiesz­nie Ro­za­lia. – Wkrótce bę­dzie­cie mo­gły po­ka­zać się w to­wa­rzy­stwie.

Ciotka miała ra­cję, że dwa lata to wy­star­cza­jąco długi czas, aby lu­dziom znu­dziła się każda afera. Le­on­tyna jed­nak nie wąt­piła, że wszyst­kie trzy bez­pow­rot­nie stra­ciły wstęp na naj­bar­dziej sza­no­wane sa­lony w mie­ście.

Na samą myśl o szep­tach i ukrad­ko­wych spoj­rze­niach, które przyj­dzie im zno­sić, panna wzdry­gnęła się z nie­chę­cią i ko­lejny raz za­dała so­bie py­ta­nie, czy po­wrót do War­szawy na­prawdę był do­brym po­my­słem?

– Nie martw się na za­pas – po­cie­szyła ją ciotka. – Mia­sto od dawna żyje czymś in­nym. Mamy kilka no­wych awan­tur, przy któ­rych śmierć w domu uciech, a na­wet sa­mo­bój­stwo to dro­bia­zgi.

– Ja­kich awan­tur?

– Cią­gle mówi się o mar­co­wej pró­bie za­ma­chu na cara. Po­dobno w przy­go­to­wa­niach brali udział ja­cyś Po­lacy, z Wilna. Za­trzy­mano kil­ka­dzie­siąt osób. Za kilka dni ru­sza pro­ces przy­wód­ców.