Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

– Je­steś nie­po­prawna. – Pani Ame­lia unio­sła się na po­duszce i po­pa­trzyła na córkę zmę­czo­nym wzro­kiem. Wy­glą­dała przy tym tak pięk­nie, że dziew­czyna za­dała so­bie py­ta­nie, dla­czego nie odzie­dzi­czyła cho­ciaż po­łowy tej urody.

– Ja­kie to ro­man­tyczne, pro­szę mamy. – Do bu­du­aru zaj­rzała He­lenka, która jak zwy­kle pod­słu­chi­wała pod drzwiami.

Le­on­tyna z roz­czu­le­niem po­pa­trzyła na sio­strę, która miała za­le­d­wie pięt­na­ście lat i wciąż uczęsz­czała na pen­sję, ale już wy­glą­dała jak młod­sza ko­pia matki. Nic dziw­nego, że ro­dzi­cielka po­kła­dała w niej ogromne na­dzieje, więk­sze niż kie­dy­kol­wiek w Le­on­ty­nie, a na­wet w Lu­dwiku, je­dy­nym synu, który stu­dio­wał prawo w Pe­ters­burgu.

– W ze­sła­niu na Sy­bir nie ma nic ro­man­tycz­nego – fuk­nęła matka i z wy­rzu­tem spoj­rzała na star­szą córkę.

– Je­śli go skażą, Te­nia za nim po­je­dzie – eks­cy­to­wała się He­lenka, która zdą­żyła roz­siąść się na brzegu le­żanki. – Jak ciotka Eliza za wu­jem Edwar­dem.

– Nie opo­wia­daj głupstw, moje dziecko. Te­raz są inne czasy.