Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

Le­on­tyna nie mo­gła się z tym zgo­dzić. Wie­działa, że gdyby przy­szło jej je­chać za Igna­cym, nie wa­ha­łaby się ani chwili. W końcu był to główny po­wód, dla któ­rego dą­żyła do ślubu – chciała mieć do tego prawo. Uwa­żała jed­nak, że le­piej nie in­for­mo­wać matki o tych pla­nach.

– Pęka mi głowa. – Pani Ame­lia opa­dła na po­duszki. – Idź­cie na ko­la­cję, a po­tem do kuchni po­móc Pe­la­gii. Panna z do­brego domu musi wie­dzieć wszystko o go­spo­dar­stwie – do­rzu­ciła na za­koń­cze­nie swój ulu­biony fra­zes, dziw­nie brzmiący w ustach ko­goś, kto nie po­tra­fił za­pa­rzyć na­wet her­baty.

Na za­koń­cze­nie wy­wodu wes­tchnęła bo­le­ści­wie i za­mknęła oczy, więc dziew­częta w ci­szy opu­ściły po­kój.

– Do­brze, że za­raz ko­la­cja – ucie­szyła się He­lenka. – Umie­ram z głodu – do­dała, z obawą zer­ka­jąc na drzwi, które przed chwilą za sobą za­mknęła: ro­dzi­cielka wciąż po­wta­rzała, że ele­gancka dama nie ma po­ję­cia, co to ape­tyt.