Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

– Ze­chcą pa­no­wie do­łą­czyć? – za­py­tała Ma­dame.

– Może póź­niej – od­parł Mi­chaił. – Naj­pierw po­wspo­mi­namy to i owo... Wó­deczki się na­pi­jemy.

Wła­ści­cielka po­ki­wała głową ze zro­zu­mie­niem i po­wio­dła ich w kie­runku bocz­nego ko­ry­ta­rza, gdzie mie­ściły się ga­bi­nety, otwo­rzyła drzwi do jed­nego z nich i ge­stem za­pro­siła go­ści do środka.

Po­kój zo­stał urzą­dzony z ta­kim sa­mym spe­cy­ficz­nym prze­py­chem jak cała reszta lo­kalu. Za to okryty bia­łym ob­ru­sem stół był za­sta­wiony ta­le­rzami peł­nymi prze­ką­sek. Wśród pasz­te­tów, wę­dlin i ozo­rów na zimno Wo­ro­nin za­uwa­żył swój ulu­biony astra­chań­ski ka­wior.

– Pro­szę czuć się jak w domu – po­wie­działa Ma­dame i po­cią­gnęła za ta­śmę dzwonka. – A na­wet le­piej... – do­dała ze zna­czą­cym uśmie­chem.

Nie mi­nęło pół mi­nuty, a w ga­bi­ne­cie zja­wiła się piękna bru­netka w stroju Hisz­panki. Dzier­żyła tacę, na któ­rej stała bu­telka mro­żo­nej wódki. Smu­kła blon­dynka, która przy­była w ślad za ko­le­żanką, nio­sła ta­le­rze, sztućce i kie­liszki. Ma­dame Ste­iner dbała o wszyst­kie po­trzeby klienta, który do tej pory zo­sta­wił u niej sporą część przy­szłego spadku.