– Niepotrzebnie pytam – zreflektował się Miszka, nakładając sobie czubaty talerz przekąsek. – Jakbyś się pogodził, nie przyjechałbyś na prowincję gonić za złodziejami.
– Jak tu jest? – zainteresował się policjant, ponownie napełniając kieliszki.
– Polacy nas nie lubią. Oj, nie lubią... Pewnie minie kilka pokoleń, zanim to będzie naprawdę nasza ziemia... Ale co będziemy o polityce gadać. Twoje zdrowie!
Porucznik jednym haustem opróżnił kieliszek, a potem z trudem podniósł się z kanapy.
– Zaraz wracam – oświadczył. – A ty skosztuj pasztetu. Naprawdę wyborny, pewnie z białych zajęcy.
Zostawiony samemu sobie Aleksander posłuchał rady kolegi: pasztet rzeczywiście okazał się niezły, choć jadał w życiu lepsze. Potem przymknął oczy i wyciągnął się na kanapie. Czuł w głowie przyjemny szum i delikatne falowanie. Naprawdę lubił ten stan po kilku głębszych, świat stawał się łagodniejszy i pełen jasnych barw, a życie, przynajmniej na chwilę, robiło się prostsze.