Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

Skrzyp­nęły drzwi. Wo­ro­nin otwo­rzył oczy. Do ga­bi­netu wsu­nęła się Blanka. Skoro się po­ja­wiła, to Mi­chaił mu­siał gdzieś za­błą­dzić z jej ko­le­żanką.

Ob­ser­wo­wał dziew­czynę spod wpół­przy­mknię­tych po­wiek. Przez chwilę stała przy wej­ściu, jakby nie miała pew­no­ści, czy jest mile wi­dziana, kiedy jed­nak męż­czy­zna nie za­re­ago­wał, po­de­szła bli­żej i usia­dła na brzegu ka­napy. Wo­ro­nin za­sta­na­wiał się, co wła­ści­wie po­wi­nien zro­bić. Znowu po­ja­wiło się uczu­cie za­że­no­wa­nia.

Zbyt długo zwle­kał z de­cy­zją i znie­cier­pli­wiona Blanka przy­stą­piła do dzia­ła­nia: do­tknęła go, naj­pierw lekko i ostroż­nie, ale kiedy nie na­po­tkała oporu, za­częła po­czy­nać so­bie śmie­lej. Na­prawdę znała się na rze­czy. Radca ty­tu­larny mocno wcią­gnął po­wie­trze i w jed­nej chwili stra­cił wszel­kie skru­puły.

– Zo­sta­niemy tu, czy idziemy do sy­pialni?