Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

Czort! Nie miał ochoty ni­g­dzie się ru­szać. Uniósł się i przy­cią­gnął dziew­czynę do sie­bie. Pach­niała do­brymi per­fu­mami i ty­to­nio­wym dy­mem. Nie prze­ry­wa­jąc piesz­czot, zręcz­nie roz­pi­nała gu­ziki jego ko­szuli, a Alek­san­der, wy­plą­tu­jąc i sie­bie, i ją z ko­lej­nych warstw odzieży, po­my­ślał... Wła­ści­wie zu­peł­nie prze­stał my­śleć.

Zza drzwi do­la­ty­wały pierw­sze takty walca Straussa, tym ra­zem pia­ni­sta bez­li­to­śnie fał­szo­wał. Gdzieś w od­dali strze­lił ko­rek od szam­pana; Wo­ro­nin wzdry­gnął się lekko, bo ta­kie od­głosy źle mu się ko­ja­rzyły. Szybko jed­nak za­po­mniał o prze­szło­ści i sku­pił wy­łącz­nie na dziew­czy­nie.

Ko­biecy krzyk ścią­gnął go na zie­mię pra­wie z siód­mego nieba. Bły­ska­wicz­nie oprzy­tom­niał i kie­ru­jąc się bar­dziej in­stynk­tem niż ro­zu­mem, ode­pchnął Blankę. Ze­rwał się na nogi, z tru­dem opa­no­wu­jąc drże­nie rąk, za­piął spodnie i na­rzu­cił ko­szulę. Wy­padł na ko­ry­tarz. Pu­sto. Czyżby nikt inny nie zwró­cił uwagi na ten okropny wrzask?