Czort! Nie miał ochoty nigdzie się ruszać. Uniósł się i przyciągnął dziewczynę do siebie. Pachniała dobrymi perfumami i tytoniowym dymem. Nie przerywając pieszczot, zręcznie rozpinała guziki jego koszuli, a Aleksander, wyplątując i siebie, i ją z kolejnych warstw odzieży, pomyślał... Właściwie zupełnie przestał myśleć.
Zza drzwi dolatywały pierwsze takty walca Straussa, tym razem pianista bezlitośnie fałszował. Gdzieś w oddali strzelił korek od szampana; Woronin wzdrygnął się lekko, bo takie odgłosy źle mu się kojarzyły. Szybko jednak zapomniał o przeszłości i skupił wyłącznie na dziewczynie.
Kobiecy krzyk ściągnął go na ziemię prawie z siódmego nieba. Błyskawicznie oprzytomniał i kierując się bardziej instynktem niż rozumem, odepchnął Blankę. Zerwał się na nogi, z trudem opanowując drżenie rąk, zapiął spodnie i narzucił koszulę. Wypadł na korytarz. Pusto. Czyżby nikt inny nie zwrócił uwagi na ten okropny wrzask?