Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

Ignacy ski­nął głową, a po­tem cof­nął się o krok i ru­szył za straż­ni­kiem. Le­on­tyna wpa­try­wała się w niego, do­póki nie znik­nął za za­ło­mem ko­ry­ta­rza. A kiedy drzwi za­mknęły się z hu­kiem, po­czuła chłód.

Ze spusz­czoną głową wy­szła na dzie­dzi­niec. Owio­nął ją je­sienny wiatr. Ode­tchnęła zim­nym po­wie­trzem, chcąc po­zbyć się z płuc odoru wię­zie­nia. Niebo było szare od chmur i pa­dał deszcz. Le­on­tyna na­cią­gnęła kap­tur i z tru­dem – ob­casy trze­wi­ków śli­zgały się po mo­krych ka­mie­niach – mi­nęła bramę i prze­rzu­cony nad fosą zwo­dzony most, który od­dzie­lał Cy­ta­delę od drogi wio­dą­cej do mia­sta. A kiedy zna­la­zła się po dru­giej stro­nie, obej­rzała się za sie­bie. Gó­ru­jąca nad War­szawą bu­dowla z ce­gły i ka­mie­nia od za­wsze na­pa­wała ją lę­kiem i gdyby dwa lata temu ktoś po­wie­dział, że bę­dzie tu przy­jeż­dżać ty­dzień w ty­dzień, na pewno by nie uwie­rzyła. Tym bar­dziej że wio­dła spo­kojne ży­cie i miała ja­sne wi­doki na przy­szłość.