Warszawianka
Ida Żmiejewska — Literatura

Wszyst­kie plany ru­nęły w ciągu jed­nego dnia. Oka­zało się, że nic nie wie­działa o czło­wieku, któ­rego za­mie­rzała po­ślu­bić. Fakt, że cza­sem zni­kał, wcale jej nie dzi­wił, Ignacy koń­czył prze­cież me­dy­cynę w Ki­jo­wie. Wie­działa też, że sym­pa­ty­zo­wał z so­cja­li­stami, ale nie po­my­ślała, że mógł na­le­żeć do ich par­tii. Jak ona się zwała? Pro­le­ta­riat.

W tym sa­mym cza­sie aresz­to­wano kil­koro in­nych zna­jo­mych i panna Ra­packa za­częła za­sta­na­wiać się, jak to moż­liwe, że wo­kół niej było tylu so­cja­li­stycz­nych dzia­ła­czy, a ona nie zdo­łała tego za­uwa­żyć. Drę­czyło ją też py­ta­nie, dla­czego nikt nie pró­bo­wał jej wcią­gnąć do par­tii.

W gryp­sie przy­sła­nym z X Pa­wi­lonu na­rze­czony wy­ja­śniał, że nie chciał jej na­ra­żać na nie­bez­pie­czeń­stwo. Że wią­żąc się z nią, uległ sła­bo­ści. Pro­sił, aby mu wy­ba­czyła i jak naj­szyb­ciej o nim za­po­mniała.

Le­on­tyna prze­pła­kała kilka dni, a kiedy nieco się uspo­ko­iła, po­sta­no­wiła, że go nie opu­ści: w ich ro­dzi­nie ko­biety nie zo­sta­wiały swo­ich męż­czyzn, nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści.

– Amen – po­wie­działa do sie­bie.