Zmierzyła obu mężczyzn niechętnym wzrokiem i łapiąc oddech, spróbowała ich wyminąć. Bezskutecznie: oficer odwrócił się i rozłożył ramiona. Panna Rapacka odskoczyła, chcąc uniknąć zderzenia, ale Rosjanin zdążył chwycić ją za rękaw i przyciągnąć do siebie. Poczuła zapach alkoholu.
– Daj całusa, panieneczko – wybełkotał natręt po rosyjsku, a jego ofiara zesztywniała ze strachu i ze złości. Szybko jednak odzyskała kontenans i już miała zaprotestować przeciwko tak skandalicznemu traktowaniu damy, ale nie zdążyła, bo uprzedził ją drugi mężczyzna, sądząc z tonu głosu, jeszcze trzeźwy.
– Michaił! Puść panią.
Oficer wymamrotał coś w odpowiedzi, a Leontyna, korzystając z zamieszania, wyrwała się z jego uścisku i pobiegła przed siebie. Starała się nie potknąć i zachować tyle godności, ile dało się w tak poniżającej sytuacji.
– Nic panience nie jest? – Zdyszana Pelagia dreptała u jej boku. – Zgraja przeklęta! – Spojrzała na Rosjan, którzy właśnie pakowali się do dorożki, z taką miną, jakby miała zamiar splunąć.