Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

Dla­te­go mo­gę so­bie wy­obra­zić, jak pię­cio­oso­bo­wa grup­ka oto­czo­nych przez te­ra­peu­tów dzie­ci przy­swa­ja ma­pę nie­ba w ka­wał­kach, a ob­sta­wa klasz­cze z ulgą, że oto pod­opiecz­ni zro­bi­li ko­lej­ny krok ku rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej ży­je­my. Ta­bli­ce kon­tra ta­bli­ce. Jed­no i dru­gie to prze­cież tyl­ko kre­ski, któ­re ko­lek­cjo­nu­je­my, by po­łą­czyć ga­lak­tycz­nie od­le­głe spo­so­by my­śle­nia. Czy ła­twiej prze­rzu­cić most z geo­me­trycz­nych sub­sty­tu­tów ciał nie­bie­skich, czy z kro­pek i kre­sek za­stę­pu­ją­cych gry­ma­sy ru­chli­wej twa­rzy? Nie wiem. Oba­wiam się, że na jed­no wy­cho­dzi, ale nie chcia­ła­bym wi­dzieć min pań z przed­szko­la, gdy­bym to po­my­śla­ła na głos. Oto­czy­ły­by mnie buź­ki z dwie­ma wście­kle ostry­mi, spa­dzi­sty­mi kre­ska­mi na gó­rze i z dol­ną kre­ską wy­gię­tą w łuk. Szpad­ki zło­ści. Dłu­gie ob­co­wa­nie z plan­sza­mi i wy­kre­sa­mi spra­wi­ło, że za­czę­łam ba­wić się w my­śli na­kła­da­niem tych bu­ziek na ży­we twa­rze. Nie jest to na­wet ta­ka zła za­ba­wa, nie gor­sza od ma­sek grec­kich.