Rozległ się pomruk aprobaty, a potem jeźdźcy zaczęli dosiadać koni. Poprawiali czapki, ścierali niewidoczne plamy z butów – wykonywali te wszystkie drobne gesty, które pomagają zwalczyć zbliżającą się tremę.
– Jesteś gotowy, Lachapelle? Denerwujesz się?
– Nie, sir. – Henri wyprostował się, czując na sobie wzrok przełożonego, który próbował doszukać się skaz na jego mundurze. Wiedział, że jego udawany spokój zdradza pot spływający po skroniach na sztywną stójkę kołnierza.
– To żaden wstyd odczuwać przypływ adrenaliny podczas pierwszej Carrousel – oświadczył starszy mężczyzna, głaszcząc kark Gerontiusa. – Ten staruszek cię poprowadzi. Wykonasz capriole podczas pokazu drugiej grupy. A potem la croupade na grzbiecie Phantasme. D’accord6?
– Tak jest, sir.
Henri wiedział, że maîtres écuyers nie byli jednogłośni w swojej decyzji o powierzeniu mu tak znaczącej roli w dorocznym przedstawieniu, pamiętali bowiem o jego wątpliwych osiągnięciach w ostatnich miesiącach, o kłótniach oraz o jego rzekomym i katastrofalnym braku dyscypliny… Jego stajenny zdradził mu, o czym mówiło się w siodlarni: że jego buntownicza natura niemal kosztowała go miejsce w Le Cadre Noir.