We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

Rozległ się pomruk aprobaty, a potem jeźdźcy zaczęli dosiadać koni. Poprawiali czapki, ścierali niewidoczne plamy z butów – wyko­nywali te wszystkie drobne gesty, które pomagają zwalczyć zbliżającą się tremę.

– Jesteś gotowy, Lachapelle? Denerwujesz się?

– Nie, sir. – Henri wyprostował się, czując na sobie wzrok przełożonego, który próbował doszukać się skaz na jego mundurze. Wiedział, że jego udawany spokój zdradza pot spływający po skroniach na sztywną stójkę kołnierza.

– To żaden wstyd odczuwać przypływ adrenaliny podczas pierwszej Carrousel – oświadczył starszy mężczyzna, głaszcząc kark Gerontiusa. – Ten staruszek cię poprowadzi. Wykonasz capriole podczas pokazu drugiej grupy. A potem la croupade na grzbiecie Phantasme. D’accord6?

– Tak jest, sir.

Henri wiedział, że maîtres écuyers nie byli jednogłośni w swojej decyzji o powierzeniu mu tak znaczącej roli w dorocznym przedstawieniu, pamiętali bowiem o jego wątpliwych osiągnięciach w ostatnich miesiącach, o kłótniach oraz o jego rzekomym i katastrofalnym braku dyscypliny… Jego stajenny zdradził mu, o czym mówiło się w siod­lar­ni: że jego buntownicza natura niemal kosztowała go miejsce w Le Cadre Noir.