We wspólnym rytmie
Jojo Moyes — Literatura

– Sir… – Dyszał ciężko, dopiero teraz uświadamiając sobie powagę swojego błędu.

– Le Carrousel! – syknął Grand Dieu. – Uosobienie powagi i godności. Dyscypliny. Gdzie twoja samokontrola? Obaj okryliście nas hańbą. Wracaj do stajni. Ja mam występ do dokończenia.

Grand Dieu dosiadł konia, gdy obok przemknął Picart, przyciskając chusteczkę do poszarzałej twarzy. Henri odprowadził go wzrokiem. Powoli docierało do niego, dlaczego za kurtyną panuje taka osobliwa cisza. Oni wszystko widzieli, uświadomił sobie z przerażeniem. Wiedzą.

– Dwie drogi. – Grand Dieu spojrzał na niego z grzbietu portugalskiego rumaka. – Dwie drogi, Lachapelle. Powiedziałem ci ostatnim razem. To był twój wybór.

– Nie mogę… – zaczął mówić.

Grand Dieu wyjechał już jednak na skąpaną w powodzi świateł arenę.