Nie opowiedziała. Rzucając przekleństwami, wygrzebałem w stojącym przed łazienką koszu na pranie koszulę, którą wczoraj tam włożyłem. Na szczęście nie była bardzo pognieciona. Niczym szal zarzuciłem na szyję krawat, wciągnąłem na stopy skarpety, przygotowałem portfel i notatnik. Moja żona przez cały czas siedziała w kuchni. Po raz pierwszy w ciągu tych pięciu lat, które minęły od ślubu, wychodziłem do pracy bez jej asysty.
– Zwariowała. Zupełnie jej odbiło.
Z trudem włożyłem przyciasne buty, które niedawno kupiłem. Wyszedłem na zewnątrz, trzasnąwszy drzwiami. Gdy zorientowałem się, że winda stoi na ostatnim piętrze budynku, zbiegłem po schodach z drugiego na parter. Kiedy udało mi się wsiąść do odjeżdżającego już pociągu metra, spojrzałem na swoją twarz odbijającą się w ciemnym oknie wagonu. Poprawiłem fryzurę, zawiązałem krawat, wygładziłem wygniecioną koszulę. Zaraz potem przypomniała mi się przerażająco obojętna twarz mojej żony i jej nieprzejednany ton.