– Mówię poważnie – zastrzegła Chyłka. – Z ręką na miejscu, gdzie powinno znajdować się serce.
Anna potrzebowała chwili, żeby zebrać myśli.
– Udało nam się porozmawiać z matką – odezwała się w końcu. – Otworzyła nam drzwi chwilę po tym, jak ta dziennikarka wyszła.
– I?
– Przedstawiliśmy się, powiedzieliśmy, że będzie potrzebowała dobrego obrońcy, a my…
– A wy zostaliście wysłani przez najlepszego – dopowiedziała Chyłka. – Jaki był efekt?
– Taki, że kiedy tylko wspomnieliśmy o pani mecenas, ta kobieta praktycznie nas wyrzuciła.
Joanna i Oryński wymienili się krótkimi spojrzeniami nad komórką, po czym oboje wbili w nią wzrok, jakby mogli coś z niej wywróżyć.
– Oznajmiła, że nie chce mieć z panią mecenas nic wspólnego, a na koniec dorzuciła, że i tak jest już przez kogoś reprezentowana.
– Przez kogo?
Odpowiedziało im chwilowe wahanie.
– Przez Kordiana Oryńskiego – powiedziała Anna.