– Streszczaj się – przerwała mu Joanna. – Bo twoja obecność tutaj jest równie pożądana jak zastanie ciepłej deski w publicznym kiblu.
– Dobrze, ja…
– Ty.
Młody adept sztuki prawniczej w końcu zrezygnował z przekazu werbalnego i po prostu sięgnął po komórkę. Zbliżył się powoli do biurka i podał ją Chyłce.
– Zapomniała im pani dać swój numer – zauważył.
– Niczego nie zapomniałam.
Joanna zerknęła na wyświetlacz, gdzie już był wybrany właściwy kontakt podpisany jako „Drzach”. Stuknęła palcem w ekran, a potem położyła komórkę na biurku i włączywszy głośnik, machnęła ręką na praktykanta.
– Ale telefon…
– Wróci do ciebie w stanie niepokalanym.
– Tylko że ja czekam…
– To poczekaj gdzie indziej – poradziła Chyłka. – No już, won. Szczęść Boże na motorze.
Ledwo młody się wycofał, Anna odebrała. Nie zdążyła jednak powiedzieć ani słowa, bo kiedy czas rozmowy zmienił się z 00:00 na 00:01, Joanna już wkroczyła do akcji.
– I? – rzuciła. – Zrobiliście, co trzeba? Jak nie, to nie radzę wracać do kancelarii, bo wszystkie globalne kryzysy, które się ostatnio wydarzyły, będą niczym w porównaniu z tym, jak was przewalcuję.
– Właściwie to…