Widnokrąg 2019
Wiesław Myśliwski — Literatura

Trzeba jednak przyznać, że i sam się nie oszczędzał, przyklękał, kucał, zbliżał się, oddalał, zachodził ich z jednego boku, zachodził z drugiego, czasami aż tym aparatem po gębach im jeździł. Wychodził na pniaka, na furę. Kiedyś nawet kazał im przystawić do strzechy drabinę i wszedł na tę drabinę, ale też mu było źle. Czapkę daszkiem obracał na plecy, to znów ją zdejmował. Odpinał się pod kołnierzykiem, odpinał pas z kaburą i kładł go byle gdzie. Mówili Madeje, że można by mu jak nic pistolet świsnąć. Ale po co? Nie słyszało się, żeby któryś z synów czy zięciów Madejów był w partyzantce. Nieraz pot mu czoło zarosił, a on pstrykał i pstrykał, to mówili Madeje, że aż diabła widać było w jego oczach. A gdy wreszcie skończył to pstrykanie i powiedział sehr gut, siadał sobie na pniaku czy kamieniu i ział, jakby po tym diable tak nie mógł przyjść do siebie.

Ale i Madeje czuli się po tym pstrykaniu nieraz zmachani jak nieboskie stworzenia. I stali dalej, jakby nie wiedzieli, czy są jeszcze na świecie, czy już tylko na tej fotografii. Aż dopiero musiał im Hanke powiedzieć weg.