Widnokrąg 2019
Wiesław Myśliwski — Literatura

Uśmiechnął się z daleka do nas jak do dobrych znajomych, a gdy podszedł bliżej, ten uśmiech przerodził się omal we wdzięczność dla nas. Ojciec w tym gabardynowym płaszczu, który nawet w lecie, jeśli nie było za gorąco, zwykł zakładać na siebie, w kapeluszu na głowie, ja w tym marynarskim ubranku, jakże odmienni musieliśmy mu się wydać od jego codziennego świata, jakże wzruszająco nijacy od tego, co zwykł fotografować. Może nawet spytał nas się, gdzie idziemy. A gdy ojciec odpowiedział, że na spacer, ubawiło go to, bo właśnie wracał ze spaceru. Spazieren, spazieren, powtarzał przez śmiejące się zęby. I musiało go to jeszcze bardziej utwierdzić w przekonaniu, że czegoś takiego, jak my, właśnie potrzebował, bo już dawno nie słyszał słowa spazieren, słowa tak nieodpowiedzialnego, beztroskiego.

Kazał nam się ustawić, że zrobi nam zdjęcie. Nie tam. Tam. Pod tym drzewem. Pod słońce. I oto stoimy z ojcem obok siebie, trzymając się za ręce. Ojciec w tym jakby za dużym gabardynowym płaszczu, przygnieciony jakby za dużym kapeluszem. Ja w granatowym marynarskim ubranku, w marynarskiej białej czapce na głowie, w sandałkach i podkolanówkach.