Ruszyła ostro, wiedząc, że trzy metry to cholernie długi dystans, gdy ktoś przed tobą biegnie, w dodatku ktoś, kto wie, jak biec, ma zapas sił i dobrą kondycję.
Ale nie, jeśli ten, który cię goni, ma pałkę.
Cztery kroki dalej poczuła ból w łydce, usłyszała także grzechot suchego drewna o kamienie. Trafił ją, rzucił czymś i ją trafił. Ale nie bolało tak, żeby nie mogła biec.
Odwróciła się i spojrzała, nadal dzieliła ich ta sama odległość.
Nie odwracaj się.
Biegnij.
Kurwa, BIEGNIJ!
Nie odwracaj się.
A jednak się odwróciła.
Nie zauważyła, na czym się poślizgnęła, czy był to kamień, czy kępa trawy, ale ziemia odjechała jej spod nóg niczym ruchoma platforma. Uderzyła barkiem o zmarznięty grunt i poczuła, jak nogi przelatują nad nią, a ona robi niemal wzorowy przewrót w przód. Czy uda się jej wstać? Nie poczuła pod nogami ziemi, wszystko uciekało, jakby wrzucono ją do beczki. Na Dwerniku łatwo stracić równowagę, szczególnie gdy walczy się o życie.