Nie zamierzał jednak mówić bratu, że to uroczysko kojarzyło mu się z Nadią i tymi chwilami, kiedy oboje przychodzili nad jezioro. Trzymali się wówczas za ręce, szeptali miłosne zaklęcia, a gdy nadchodził zmierzch, całowali się i pieścili, jakby to miał być ich ostatni wspólny wieczór.
Stiepan przysiadł obok starszego brata i oparł plecy o szeroki pień drzewa, którego powykrzywiane konary pochylały się nad taflą wody.
– Wisza... – powiedział cicho, ale dość stanowczo. – Ty przestań pracować dla Lachów.
– Niby dlaczego? – żachnął się Wissarion. – Lepszej roboty w okolicy nie znajdę.
– I tak zaraz będzie wojna – mruknął Stiepan.
– Jeśli nadejdzie, wtedy będę się martwił. – Wisza wzruszył ramionami.
– Zaciągniesz się do wojska? – zapytał.
– Nie. Zresztą i tak bym nie mógł. Nie jestem polskim obywatelem.
– Jak Niemcy przyjdą, będą brali każdego.
– Miałbym wstąpić do szwabskiego wojska? – zdziwił się starszy z Zinowjewów.
– Na wojnie każdy żołnierz się liczy. A ty po której stronie staniesz?
– Polska to teraz moja ojczyzna, choć, prawdę mówiąc, nie miałbym ochoty na wojaczkę. Ani za Polskę, ani za Rzeszę.
– Ojczyzna?! – krzyknął Stiepan. – Twoją ojczyzną jest Ukraina!