Wojna. Saga wołyńska
Joanna Jax — Powieść obyczajowa

Nie zamierzał jednak mówić bratu, że to uroczysko kojarzyło mu się z Nadią i tymi chwilami, kiedy oboje przychodzili nad jezioro. Trzymali się wówczas za ręce, szeptali miłosne zaklęcia, a gdy nadchodził zmierzch, całowali się i pieścili, jakby to miał być ich ostatni wspólny wieczór.

Stiepan przysiadł obok starszego brata i oparł plecy o szeroki pień drzewa, którego powykrzywiane konary pochylały się nad taflą wody.

– Wisza... – powiedział cicho, ale dość stanowczo. – Ty przestań pracować dla Lachów.

– Niby dlaczego? – żachnął się Wissarion. – Lepszej roboty w okolicy nie znajdę.

– I tak zaraz będzie wojna – mruknął Stiepan.

– Jeśli nadejdzie, wtedy będę się martwił. – Wisza wzruszył ramionami.

– Zaciągniesz się do wojska? – zapytał.

– Nie. Zresztą i tak bym nie mógł. Nie jestem polskim obywatelem.

– Jak Niemcy przyjdą, będą brali każdego.

– Miałbym wstąpić do szwabskiego wojska? – zdziwił się starszy z Zinowjewów.

– Na wojnie każdy żołnierz się liczy. A ty po której stronie staniesz?

– Polska to teraz moja ojczyzna, choć, prawdę mówiąc, nie miałbym ochoty na wojaczkę. Ani za Polskę, ani za Rzeszę.

– Ojczyzna?! – krzyknął Stiepan. – Twoją ojczyzną jest Ukraina!