– Stiepan, nie ma państwa ukraińskiego. My nie mamy swojej ojczyzny i nie zanosi się, by w najbliższym czasie powstała. Mnie jest w Polsce dobrze, bo za cholerę nie chciałbym wrócić do Sowietów. Tamci chcieli zniszczyć cały naród, jakby mało im było, że przywłaszczyli sobie nasze ziemie.
– Głupiś, Wisza. Jak wybuchnie wojna, to będzie dla nas szansa na powstanie niepodległej Ukrainy.
– Mamy się o nią bić z Niemcami? – Wisza nie bardzo rozumiał, do czego zmierzał Stiepan.
W domu jego wuja, Artema Zinowjewa z Horałki, wciąż prawiono o polityce. Jednak nigdy nie brał ich wywodów na poważnie, bo uważał, że o istnieniu bądź eliminacji Ukraińców czy powstaniu państwa ukraińskiego będą decydowały wielkie mocarstwa, a nie garstka zapaleńców z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
– Nie, mamy się z nimi dogadać, a wtedy podarują nam ojczyznę.
– To nie maślana bułka, żeby Hitler ot tak podarował nam własne państwo. – Wissarion pstryknął palcami.
– Jeśli do nich dołączymy, kto wie... – odparł rozmarzonym głosem Stiepan i dodał: – Musimy wybić w pień wszystkich Polaków, którzy tu mieszkają. Nas jest więcej...