Wojna. Saga wołyńska
Joanna Jax — Powieść obyczajowa

– Przestań mówić brednie, Stiepan – burknął Wissarion. – Wasyl nagadał ci głupot, a ty w to wszystko wierzysz, jakbyś miał pięć lat.

– Przyjdź na spotkanie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. A oni ci wytłumaczą, że kiedy dojdzie do wojny, będzie to dla nas wielka szansa na samostijną Ukrainę.

– Dajże spokój, Stepan Bandera cudem uniknął stryczka, ale z więzienia już nigdy nie wyjdzie. Ja nie zamierzam tam trafić, mnie niczego nie brakuje. No, może oprócz żony i dzieci.

– Dzięki Lachom. – Stiepan wydął usta.

– Gdyby nie oni, pozdychalibyśmy z głodu i żaden z Zinowjewów by się nie uchował.

– Bracie, Nadia się skundliła, wychodząc za Lacha, ale ona zawsze była zwykłą szmatą, która nawet z kacapem się puszczała. Ty już nie musisz się zadawać z Polakami. We Lwowie nasi na pewno znaleźliby ci jakieś zajęcie, jeśli nie chciałbyś zostać w Horałce na garnuszku wuja. A jak wejdą Niemcy, to i tak z Polski pozostaną tylko popioły.

– Żeby tylko z Ukraińców nie zostały – mruknął.