Nie dodał nic więcej, ponieważ nie chciał mówić bratu, co dziewczyna musiała robić, żeby zdobyć dla nich odrobinę jedzenia. Stiepan nie zrozumiałby tego. I zapewne jeszcze bardziej by nią pogardzał. Chłopak pamiętał z dzieciństwa jakieś strzępki ich rozmów i słyszał plotki roznoszone przez chłopów po Nikołajewce, ale nie miał żadnej pewności, bo Wissarion nigdy owych pomówień nie potwierdził.
– Nieważne, Wisza. Po prostu skończ z Lachami i przyłącz się do nas. Tego by sobie życzył nasz ojciec, który walczył z Polakami o wolną Ukrainę jeszcze w dziewiętnastym roku.
– A jednak gdy umieraliśmy z głodu, nakazał, byśmy uciekali do Polski.
– To prawda, ale wróg to wróg. Polski czy radziecki. A tu jest, bracie, Ukraina, i tylko my mamy prawo tu żyć. Co komu zrobiliśmy, żeby nie mieć własnego państwa? Piłsudski tak się naobiecywał, a na końcu nawet przehandlował Sowietom kawałek Wołynia.
– A dajże mi spokój, Stiepan. – Wissarion podniósł się z ziemi i ruszył w stronę folwarku.
– To chociaż przyjdź na zebranie OUN-u i posłuchaj, może wtedy ci się coś odmieni. Jeśli nie wyrwiemy siłą naszej ojczyzny, nikt nam jej nie poda na tacy.