Wotum nieufności
Remigiusz Mróz — Kryminały

– Przesłuchujesz mnie, Hubert?

– Tak – przyznał Korodecki. – Muszę wiedzieć, czy pani alibi trzyma się kupy.

– Alibi?

– Cokolwiek się wydarzyło, będzie go pani potrzebowała.

– Nie uprawiaj czarnowidztwa.

– Nie uprawiam – odparł ze spokojem. – Obudziła się pani w obcym miejscu, nie pamiętając, co się stało. Zakładam, że nic dobrego.

– Zakładasz więc najgorsze.

– A pani nie?

Odpowiedziała milczeniem. Przez moment rozglądała się po parkingu, szukając kogoś, kto by się jej przypatrywał. Kogoś, kto był za to odpowiedzialny. Kogoś, kto w jakiś sposób sprawił, że się tutaj znalazła.

Nikogo nie dostrzegła.

Może znalazła się tu z własnej woli? Może zanik pamięci spowodowało coś prozaicznego?

Mogła mnożyć pytania i łudzić się, że odpowiedzi nie okażą się niepokojące. Ostatecznie jednak musiała przyznać Hubertowi rację. Powinni założyć najgorszy możliwy scenariusz.

– Pięć do dwóch dla Flyersów.

– Kto strzelił?

– Dwa razy Wayne Simmonds, potem Giroux i… cholera, nie pamiętam.

– Nie szkodzi, zaraz to sprawdzę.

Zaaferowanie w jego głosie wzbudziło w niej jeszcze większy niepokój. Wciągnęła głęboko chłodne powietrze, a potem usiadła na łóżku.