– Przesłuchujesz mnie, Hubert?
– Tak – przyznał Korodecki. – Muszę wiedzieć, czy pani alibi trzyma się kupy.
– Alibi?
– Cokolwiek się wydarzyło, będzie go pani potrzebowała.
– Nie uprawiaj czarnowidztwa.
– Nie uprawiam – odparł ze spokojem. – Obudziła się pani w obcym miejscu, nie pamiętając, co się stało. Zakładam, że nic dobrego.
– Zakładasz więc najgorsze.
– A pani nie?
Odpowiedziała milczeniem. Przez moment rozglądała się po parkingu, szukając kogoś, kto by się jej przypatrywał. Kogoś, kto był za to odpowiedzialny. Kogoś, kto w jakiś sposób sprawił, że się tutaj znalazła.
Nikogo nie dostrzegła.
Może znalazła się tu z własnej woli? Może zanik pamięci spowodowało coś prozaicznego?
Mogła mnożyć pytania i łudzić się, że odpowiedzi nie okażą się niepokojące. Ostatecznie jednak musiała przyznać Hubertowi rację. Powinni założyć najgorszy możliwy scenariusz.
– Pięć do dwóch dla Flyersów.
– Kto strzelił?
– Dwa razy Wayne Simmonds, potem Giroux i… cholera, nie pamiętam.
– Nie szkodzi, zaraz to sprawdzę.
Zaaferowanie w jego głosie wzbudziło w niej jeszcze większy niepokój. Wciągnęła głęboko chłodne powietrze, a potem usiadła na łóżku.