Wstyd
Robert Małecki — Literatura

– Nic się nie stało. – Każdemu jej oddechowi towarzyszyły kłęby gęstej pary, którą rozwiewał chłodny wiatr. Od zimna zesztywniały jej policzki. Czuła się tak, jakby skóra całkowicie straciła zdolność rozciągania się.

Nie zauważyła go wcześniej. Widocznie pracował w ogrodzie, gdy przybiegła i stanęła przed ogrodzeniem niezabudowanej dotąd działki. Z kieszeni kurtki wystawały mu robocze rękawiczki. Dresowe spodnie, z brudnymi smugami na udach, miały powypychane kolana, a buty poszarzały od siwego kurzu.

– Będziesz miał nowych sąsiadów. – Wskazała na dom z suporeksu z odeskowanym dachem. Obok niewielkiej kupy piachu znajdowała się stężała kałuża betonu, a nieco dalej blaszany garaż zamknięty na kłódkę.

– Podobno kupili tę działkę dwa lata temu i w końcu postanowili się wybudować. COVID wszystkim daje w kość. Tym, co mieszkali w blokach, szczególnie – stwierdził. – Chyba dlatego tak przyspieszyli z robotą.

Pokiwała głową i się rozejrzała. Dom Nowaka wyglądał na zadbany. Żółty tynk ładnie się prezentował w jesiennych promieniach słońca. Winobluszcz mienił się czerwienią i żółcią.