Wstyd
Robert Małecki — Literatura

– Kurczę, przepraszam, wybacz mi. – Zestresował się. – Stoimy tak na tym chłodzie, a ja zapomniałem o dobrych manierach. Ciasta nie mam, nie kupiłem, ale może wejdziesz chociaż na gorącą herbatę z miodem? – zaproponował, wskazując na swój dom i pocierając ręce. Przestąpił z nogi na nogę.

Spojrzała w okna i na zamknięte drzwi.

– To miłe, dziękuję, ale… – popatrzyła znacząco na swój strój – nie nadaję się w gościnę. Poza tym jeszcze nie skończyłam treningu – odparła pogodnie.

– Ale i tak znakomicie wyglądasz – skomplementował. – Biegasz nad klifem?

– Słucham?

– Wcześniej, kiedy nie było tu płotu, to biegałaś w stronę klifu, prawda?

– Tak. – Założyła ręce na biodrach. Puls wracał do normy.

– Zastanawiałem się, czy to ty.

– Widziałeś mnie? – zainteresowała się.

Odwrócił się w stronę swojego domu, który wybudowali razem z żoną dwa lata temu. Przynajmniej tak twierdziła Ada. Nowak uniósł rękę w kierunku połaci dachu pokrytego brązową dachówką ceramiczną.