Wstyd
Robert Małecki — Literatura

– Mam tam swój, no taki, wiesz, niby gabinet, z którego rozpościera się ładny widok. Szczególnie jesienią, kiedy, tak jak teraz, opadły liście młodych drzew i krzewów i widać urwisko, a za nim połyskującą w słońcu taflę jeziora. Cudna sprawa. Więc może jednak wejdziesz?

– Nie wiedziałam, że matematyk bywa romantykiem – uciekła od drugiej próby zaproszenia jej do domu.

Zaśmiał się, odrzucając głowę do tyłu. Popatrzyli na siebie, a po chwili ciszy Nowak odezwał się ponownie:

– Niewiele o mnie wiesz – zauważył wesoło. – To znaczy, nie zrozum mnie źle… – zastrzegł, unosząc otwarte dłonie. Jedno ramię nie prostowało się w łokciu. – Niewiele wiemy o sobie nawzajem, prawda?

– Ale za to sporo wiem o twoim synu – starała się wybrnąć z niezręcznej sytuacji. – A podobno jabłko pada niedaleko od jabłoni.

– Tak! I tu masz rację. – Uniósł palec wskazujący. – A tak swoją drogą, jak mu idzie z historii?

Zaskoczył ją. Jak każdy rodzic, miał wgląd do dziennika elektronicznego. Musiał wiedzieć, że Mateusz ma u niej same czwórki i piątki.

– Halo, panie profesorze, pobudka! – Rozłożyła ręce. – Uczymy w „medyku”. Nad historią niewielu się tu pochyla. – Ponownie go rozśmieszyła.