– Co racja, to racja. Ale wiesz, gdyby mocno obniżał loty, to daj mi, proszę, znać. Jest w trudnym wieku.
– To zdolny chłopak – dodała, a Nowak wyraźnie się ucieszył z tego komplementu. – Ale jasne, dam ci znać. Mam nadzieję, że będzie okazja. A teraz się zbieram, bo inaczej zastygnę tu jak posąg – skwitowała i rozpoczęła przebieżkę. Mięśnie ud ciążyły. Chwilowa przerwa dała się rozgrzanemu ciału we znaki. Po kilku krokach zwolniła i się odwróciła. – Jeszcze raz dzięki za zaproszenie!
Odmachał jej, po czym wrócił do ogrodu i zamknął za sobą furtkę.
I wtedy, przez chwilę, Karla dostrzegła kogoś w oknie na piętrze. Refleksy promieni słonecznych na szybie sprawiły, że nie była pewna, czy stała tam żona Nowaka, czy jego syn.
Dopiero gdy biegła aleją Jana Pawła II, wysadzaną po obu stronach klonami, które wyglądały jak przerzedzone
przez wiatr czerwone kule zawieszone na prostych pniach, zrozumiała, że musiała się pomylić. Bo żonę Nowaka, Gabrielę, zauważyła za kierownicą białego mercedesa, który podążał w kierunku osiedla papieskiego.
Obok niej siedział Mateusz.
Karla wróciła do rozmowy z polonistką.
– Wiadomo coś więcej? – zapytała koleżankę, kiedy woda w czajniku zabulgotała. Zaparzyła kawę.