Karla zostawiła telefon na stole w kuchni i zeszła do piwnicy, żeby dosypać pelletu do niemal pustego podajnika. Pozgniatała opróżnione worki i upchała je w żółtej folii, do której wrzucała plastikowe butelki i opakowania po jogurtach. Później podkręciła temperaturę na piecu. Spodziewała się, że po godzinie, może dwóch, w domu zrobi się już znośnie. Chłopcy mieli wrócić po południu, bo wraz z kolegą, który zaprosił ich na swoje urodziny, zorganizowali sobie w czwartek sesję mistrzostw świata w wirtualnej piłce nożnej, a w piątek bawili się na domówce u solenizanta. Była przekonana, że wiedzą już o śmierci nauczyciela, i dziwiła się tylko, że żaden z nich się do niej nie odezwał, nie spytał, czy ona już wie. A może założyli, że skoro jest koleżanką z pracy Nowaka, to dowiedziała się o tym jako jedna z pierwszych?
Posprzątała w piwnicy, rozłożyła kartony po różnych przesyłkach, tak by zmieściły się w niebieskiej folii do segregacji, zamiotła podłogę i wróciła do salonu.
Przejrzała listę kontaktów w telefonie. Miała w nim numer do Sławka Nowaka, chociaż kiedyś jej się wydawało, że zapisała sobie również numer do jego żony. Ale pamięć aparatu nie kłamała.