Wstyd
Robert Małecki — Literatura

– Dzień dobry, Moniko – odezwała się smutnym głosem. – Bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało.

Kardasz przyłożyła wolną dłoń do ust, zacisnęła powieki i powstrzymała falę płaczu.

– Co ja mam teraz zrobić? Jak mu pomóc? – spytała po chwili dziewczyna.

– Po prostu przy nim bądź. Okazuj wsparcie. Nie da się więcej zrobić.

Pokiwała głową.

– Jak się dowiedziałaś o tej tragedii? – zapytała Karla.

– Przyszła do nas policja.

– Do was?

– A bo wczoraj, z okazji rozpoczęcia ferii, zrobiliśmy sobie imprezę u mnie w domu. Tak się złożyło, że rodzice wyjechali, więc miałam wolną chatę. No i zgadaliśmy się z ekipą, wpadło kilka osób. Kupiliśmy sobie pizzę „U Natana” i dobrze się bawiliśmy. Niestety, do czasu, bo strasznie się strułam – relacjonowała i nagle musiało dotrzeć do niej, jak Karla mogła to odebrać. – Ale nie z powodu alkoholu, pani profesor, tylko chyba przez tę pizzę właśnie. Pół nocy wymiotowałam, a Mateusz się mną opiekował.

– Rozumiem – stwierdziła Karla.

– Boże, jakie to szczęście, że tu został. Że był tutaj. – Ponownie zasłoniła usta i się rozpłakała. – Przecież gdyby spędził noc w swoim domu, być może też już by nie żył.

Karla w duchu przyznała jej rację.