Wstyd
Robert Małecki — Literatura

– Nie. I dlatego zupełnie nie wiem, co robić. Czy iść do niego, czy nie. Z jednej strony chciałabym być przy nim i go pocieszyć, ale z drugiej zwyczajnie się boję.

– Doskonale cię rozumiem, jednak daj mu chwilę. Być może Mateusz potrzebuje odrobiny samotności, skoro wyłączył telefon. Na pewno się do ciebie odezwie.

– Mam nadzieję.

– Tak będzie, zaufaj mi.

– Dziękuję, pani profesor. Cieszę się, że z panią porozmawiałam. I przepraszam, że tak się mażę. – W jej oczach ponownie wezbrały łzy.

– Nie przepraszaj. I trzymaj się, dziewczyno.

Karla zakończyła połączenie i dopiła kawę.

Zastanowiła się, czy nie powinna pójść na górę, żeby się przebrać, lecz odłożyła to na później. Na zewnątrz, mimo pięknego słońca, trzymał srogi mróz, a Karla nie mogła wykluczyć, że będzie musiała wyjść z domu, chociaż w ogóle tego nie planowała.

Wzięła dwa głębsze wdechy i ponownie wybrała numer do Mateusza, ale i tym razem połączenie nie doszło do skutku. Karla ze stresu rozdrapała skórkę przy kciuku. Zlizała kroplę krwi i poczuła w ustach słodki, metaliczny smak.

Zadzwoniła do Gabrieli Nowak.

– Halo. – Głos kobiety brzmiał jak z otchłani.