Wstyd
Robert Małecki — Literatura

Karla przedstawiła się i złożyła kondolencje, a żona matematyka uprzejmie podziękowała.

– Jak pani sądzi, czy mogłabym się zobaczyć z Mateu­szem? Może mogłabym mu jakoś pomóc w tej trudnej chwili? – Powinna ugryźć się w język, skoro nie przemyś­lała tej wypowiedzi. Skrzywiła się.

– Przecież jest ze mną – odparła kobieta.

Karla poczuła, jak na jej policzki wypływa gorący rumieniec.

– Rozumiem. Oczywiście. Proszę przekazać synowi wyrazy współczucia. I jeśli w czymkolwiek mogłabym pomóc, może się ze mną skontaktować.

– Niech pani chwilkę poczeka – poprosiła Nowakowa, a Karla usłyszała w tle cichą rozmowę, z której nie zrozumiała ani słowa.

Potem w słuchawce rozległ się niski męski głos.

– Halo?

– Mateusz? – spytała.

– Tak. Dzień dobry, pani profesor – powiedział wolno, jakby wypowiadanie słów sprawiało mu fizyczny ból.