Karla przedstawiła się i złożyła kondolencje, a żona matematyka uprzejmie podziękowała.
– Jak pani sądzi, czy mogłabym się zobaczyć z Mateuszem? Może mogłabym mu jakoś pomóc w tej trudnej chwili? – Powinna ugryźć się w język, skoro nie przemyślała tej wypowiedzi. Skrzywiła się.
– Przecież jest ze mną – odparła kobieta.
Karla poczuła, jak na jej policzki wypływa gorący rumieniec.
– Rozumiem. Oczywiście. Proszę przekazać synowi wyrazy współczucia. I jeśli w czymkolwiek mogłabym pomóc, może się ze mną skontaktować.
– Niech pani chwilkę poczeka – poprosiła Nowakowa, a Karla usłyszała w tle cichą rozmowę, z której nie zrozumiała ani słowa.
Potem w słuchawce rozległ się niski męski głos.
– Halo?
– Mateusz? – spytała.
– Tak. Dzień dobry, pani profesor – powiedział wolno, jakby wypowiadanie słów sprawiało mu fizyczny ból.