– Bardzo mi przykro – wydusiła. – Przyjmij moje kondolencje.
– Dziękuję.
Milczeli, ale Karla słyszała cichy poszum każdego oddechu nastolatka.
– Czy jest coś, co mogłabym dla ciebie zrobić?
– Nie, nie sądzę.
– Gdybyś jednak potrzebował jakiejkolwiek pomocy – zastanowiła się, czy podać mu numer telefonu, ale jednak zrezygnowała – wiesz, jak mnie znaleźć.
– Mhm. Dziękuję.
– Do zobaczenia, Mateuszu.
– Do zobaczenia, pani profesor.
Już miała się rozłączyć, kiedy syn Nowaka odezwał się ponownie:
– Pani profesor?
– Tak?
– Może pani zaczekać? – spytał konspiracyjnym szeptem.
Ściągnęła brwi i zmarszczyła czoło.
– Oczywiście.
Odczekała przy wtórze stłumionych nieokreślonych dźwięków, a po chwili dobiegł ją charakterystyczny szum wiatru uderzającego w mikrofon aparatu.
Mateusz musiał wyjść na zewnątrz.
– Pani profesor… – zaczął i zawiesił głos.
Karla postanowiła czekać.
– Czy mój tata mógł mieć jakichś wrogów?