Wstyd
Robert Małecki — Literatura

– Bardzo mi przykro – wydusiła. – Przyjmij moje kondolencje.

– Dziękuję.

Milczeli, ale Karla słyszała cichy poszum każdego oddechu nastolatka.

– Czy jest coś, co mogłabym dla ciebie zrobić?

– Nie, nie sądzę.

– Gdybyś jednak potrzebował jakiejkolwiek pomocy – zastanowiła się, czy podać mu numer telefonu, ale jednak zrezygnowała – wiesz, jak mnie znaleźć.

– Mhm. Dziękuję.

– Do zobaczenia, Mateuszu.

– Do zobaczenia, pani profesor.

Już miała się rozłączyć, kiedy syn Nowaka odezwał się ponownie:

– Pani profesor?

– Tak?

– Może pani zaczekać? – spytał konspiracyjnym szeptem.

Ściągnęła brwi i zmarszczyła czoło.

– Oczywiście.

Odczekała przy wtórze stłumionych nieokreślonych dźwięków, a po chwili dobiegł ją charakterystyczny szum wiatru uderzającego w mikrofon aparatu.

Mateusz musiał wyjść na zewnątrz.

– Pani profesor… – zaczął i zawiesił głos.

Karla postanowiła czekać.

– Czy mój tata mógł mieć jakichś wrogów?