– Wrogów? – Zaskoczył ją tym pytaniem. Sławek Nowak nie wyglądał na osobę, która skrzywdziłaby muchę. Ale przecież go nie znała. Wiedziała tylko, że praca w „medyku” nie była jego głównym zajęciem. Mężczyzna wykładał matematykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, gdzie szefował jednej z katedr na Wydziale Matematyki i Informatyki. Jan Różycki zatrudnił go w „medyku” na początku zeszłego roku szkolnego i był dumny, że grono pedagogiczne wzbogaciło się o kolejnego nauczyciela akademickiego. – Dlaczego o to pytasz?
– Dziwi to panią? Ktoś zabił mojego ojca. – Wyczuła w jego głosie narastającą złość.
– Twój tata był miłym, dobrym człowiekiem. I nie sądzę, żeby miał wrogów.
– Tak pani myśli?
– Tak – odrzekła. – Widywałam się z nim i miałam okazję go poznać.
Wiatr znowu wywoływał głośne trzaski w słuchawce.
– Była pani policjantką, prawda?
Karla zrobiła się czujna.
– Tak – odpowiedziała po chwili wahania.
– W kryminalnych?
– Zgadza się.
Jego oddech przyspieszył.
– To co teraz będzie? – rzucił.
– Nie rozumiem.
– Co zrobi policja?
Przygryzła wargę.
– Zrobi wszystko, żeby znaleźć tego, kto odebrał życie twojemu tacie.
– Ale co konkretnie?
– Mateusz… – zaczęła spokojnym tonem. – To chyba nie jest właściwy…