– Mój mąż też był policjantem – stwierdziła, kiedy spod jej powiek spłynęły łzy. Otarła je i kontynuowała: – Zginął na służbie. Pracował w drogówce, ale w okresie wiosenno-letnim zazwyczaj jeździł policyjnym motocyklem. Kochał jednoślady. Miał też swojego cruisera. I pewnego dnia pojechał nim do pracy. Często wybierał drogę do Torunia przez okoliczne wsie, bo tam, jak twierdził, zawsze było bezpieczniej niż na trasie wojewódzkiej. Niestety, zdarzył się wypadek i mój mąż nigdy nie wrócił do domu. Moi chłopcy stracili ukochanego tatę.