Położyła się na sofie w pozycji embrionalnej i ścisnęła kolanami złączone dłonie, w których tkwił aparat. W głowie szalał wir myśli i obrazów.
Uspokoiła się dopiero po kilkunastu minutach. Zamierzała wstać, gdy usłyszała dzwonek domofonu.
Przeszła do korytarza i spojrzała w lustro. Domofon cały czas dzwonił. Poprawiła włosy, ale i tak uznała, że wygląda fatalnie. Naciągnęła kaptur szlafroka, a następnie, zamiast podnieść słuchawkę, od razu przekręciła zamek w drzwiach i je uchyliła. Mróz smagnął ją po łydkach, a potem przedarł się do nozdrzy.
Przed furtką stało dwóch policjantów, obaj z maseczkami zasłaniającymi nos i usta. A mimo to natychmiast ich rozpoznała.
– Cześć, Karla – odezwał się ten wyższy, z gęstym wąsem, podkomisarz Witold Kordecki. – Możemy wejść?
Uznała, że sprawa Nowaka szybko zaczęła nabierać rozpędu. Spodziewała się ich wizyty i rozpytania przeprowadzonego wśród koleżanek i kolegów z pracy matematyka. Może nie liczyła, że nastąpi to tak szybko, ale nastąpić musiało. Zresztą im szybciej, tym lepiej.
– Jasne, wchodźcie. – Machnęła ręką.