Wstyd
Robert Małecki — Literatura

– Niedoczekanie! Żeby twoja choroba zmogła cały komisariat? – Uwolnił się od maseczki i potarł skórę na grzbiecie nosa.

Kordeckiemu nie było do śmiechu. Sapnął, schował swoją maskę do kieszeni kurtki i wyjął notatnik.

– Miejmy to za sobą, dobrze? – Popatrzył najpierw na nią, potem na Herbsta, a następnie wbił wzrok w notatnik.

Karla przypomniała sobie, dlaczego nie przepadała za Kordeckim.

– Nie zapytasz, jak się czuję i co u mnie słychać? – prychnęła z wyrzutem.

Kordecki westchnął teatralnie.

– Jak się czujesz i co u ciebie słychać? – Nawet na nią nie spojrzał.

– Nic specjalnego, ale miło, że pytasz.

Przygryzł wewnętrzną część policzka i pokiwał głową.

Herbst ponownie mrugnął do niej, a jego obsypaną piegami twarz rozjaśnił uśmiech.

– No więc? – rzuciła.

Podkomisarz podniósł zmęczony wzrok.

– Sławomir Nowak nie żyje, ale to już pewnie wiesz – stwierdził.

– Rozmawiałam niedawno z Mateuszem. – Zrobiła pauzę, po czym zapytała: – Opowiecie mi, co się stało?

Kordecki zerknął na Herbsta i skinął głową.