– Niedoczekanie! Żeby twoja choroba zmogła cały komisariat? – Uwolnił się od maseczki i potarł skórę na grzbiecie nosa.
Kordeckiemu nie było do śmiechu. Sapnął, schował swoją maskę do kieszeni kurtki i wyjął notatnik.
– Miejmy to za sobą, dobrze? – Popatrzył najpierw na nią, potem na Herbsta, a następnie wbił wzrok w notatnik.
Karla przypomniała sobie, dlaczego nie przepadała za Kordeckim.
– Nie zapytasz, jak się czuję i co u mnie słychać? – prychnęła z wyrzutem.
Kordecki westchnął teatralnie.
– Jak się czujesz i co u ciebie słychać? – Nawet na nią nie spojrzał.
– Nic specjalnego, ale miło, że pytasz.
Przygryzł wewnętrzną część policzka i pokiwał głową.
Herbst ponownie mrugnął do niej, a jego obsypaną piegami twarz rozjaśnił uśmiech.
– No więc? – rzuciła.
Podkomisarz podniósł zmęczony wzrok.
– Sławomir Nowak nie żyje, ale to już pewnie wiesz – stwierdził.
– Rozmawiałam niedawno z Mateuszem. – Zrobiła pauzę, po czym zapytała: – Opowiecie mi, co się stało?
Kordecki zerknął na Herbsta i skinął głową.