– Żona profesora Nowaka znalazła go dziś w swoim domu. Martwego – zaczął aspirant. – Noc spędził samotnie, bo syn został u dziewczyny, a żona pojechała do matki do Brodnicy. Opiekuje się nią od dłuższego czasu. Jeździ tam mniej więcej raz na tydzień.
Karla wiedziała, że Gabriela Nowak prowadziła gabinet laryngologiczny w Śmierszynie.
– I wróciła w sobotę z samego rana? – zdziwiła się.
– Nic w tym zaskakującego. O dziewiątej, jak co tydzień, miała przyjąć pierwszego pacjenta w prywatnej przychodni przy Mickiewicza – wyjaśnił Herbst.
Karla uznała to za rozsądne wytłumaczenie. Skorzystała z przedłużającej się chwili ciszy.
– Jak zginął Nowak?
Policjanci wymienili spojrzenia.
– Cios twardym tępym narzędziem – odrzekł Kordecki, a kiedy Karla zamierzała otworzyć usta, uniósł otwartą dłoń i zastrzegł: – Ale na tym poprzestańmy. Nie zapominaj, że już u nas nie pracujesz.
Herbst odchylił się na oparcie krzesła i poza zasięgiem wzroku kolegi zbliżył dłoń do głowy, układając kciuk i mały palec w charakterystycznym geście telefonicznej słuchawki.
Karla nie dała po sobie poznać, że odczytała znak, a Kordecki poprawił się w fotelu.
– Teraz nasza kolej – powiedział i pstryknął długopisem.