Wstyd
Robert Małecki — Literatura

Kordecki zakasłał w zaciśniętą pięść i rozłożył szerzej poły kurtki.

– Czy któryś z synów mówił ci o tym, co się wydarzyło w szkole w czwartek?

– W czwartek? – Uniosła brwi.

– Tak. Po lekcjach.

– Nie, nic mi nie mówili, być może dlatego, że od razu po lekcjach poszli razem z Talarkiem do jego domu.

– Nie rozmawialiście przez telefon?

– Nie. Wysłałam im esemesa z pytaniem, czy wszystko w porządku. Odpisali, że tak.

– I nie kontaktowaliście się od tego czasu? – Herbst ściąg­nął brwi.

Karla poczuła mrowienie w dole pleców.

– Nie. Ale byłabym wdzięczna, gdybyście zechcieli mnie oświecić.

Rudy policjant spojrzał na starszego stopniem kolegę, a ten przewertował notatnik.

– Paweł podobno odwiedził Nowaka po lekcjach, gdy czwarta A wyszła z sali – rzekł Kordecki.

– No i?

– Doszło między nimi do scysji.

– Nie rozumiem.

– A co tu rozmieć, Karla? Po prostu się pokłócili.

– No dobrze, ale o co?

– Tego właśnie chciałbym się dowiedzieć – rzucił Kordecki.

Nie kryła zaskoczenia.

– To skąd w ogóle wiesz o tej kłótni? – zainteresowała się.

Herbst wbił wzrok w podłogę, a Kordecki przejechał dłonią po błyszczącej na czubku głowy łysinie.

– Od żony Nowaka – odparł.

– A ona skąd wiedziała?