Kordecki zakasłał w zaciśniętą pięść i rozłożył szerzej poły kurtki.
– Czy któryś z synów mówił ci o tym, co się wydarzyło w szkole w czwartek?
– W czwartek? – Uniosła brwi.
– Tak. Po lekcjach.
– Nie, nic mi nie mówili, być może dlatego, że od razu po lekcjach poszli razem z Talarkiem do jego domu.
– Nie rozmawialiście przez telefon?
– Nie. Wysłałam im esemesa z pytaniem, czy wszystko w porządku. Odpisali, że tak.
– I nie kontaktowaliście się od tego czasu? – Herbst ściągnął brwi.
Karla poczuła mrowienie w dole pleców.
– Nie. Ale byłabym wdzięczna, gdybyście zechcieli mnie oświecić.
Rudy policjant spojrzał na starszego stopniem kolegę, a ten przewertował notatnik.
– Paweł podobno odwiedził Nowaka po lekcjach, gdy czwarta A wyszła z sali – rzekł Kordecki.
– No i?
– Doszło między nimi do scysji.
– Nie rozumiem.
– A co tu rozmieć, Karla? Po prostu się pokłócili.
– No dobrze, ale o co?
– Tego właśnie chciałbym się dowiedzieć – rzucił Kordecki.
Nie kryła zaskoczenia.
– To skąd w ogóle wiesz o tej kłótni? – zainteresowała się.
Herbst wbił wzrok w podłogę, a Kordecki przejechał dłonią po błyszczącej na czubku głowy łysinie.
– Od żony Nowaka – odparł.
– A ona skąd wiedziała?