Mężczyzna, który wcześniej zatrzymał się przy furtce, zrobił krok do tyłu i przyjrzał się pozostałym segmentom szeregowca, jakby nie miał pewności, w której części budynku mieszkała.
Nigdy wcześniej u niej nie był.
Nachylił się do domofonu, chcąc zapewne odczytać podświetlony napis, ale nie było tam ani numeru domu, ani nazwiska. Zrezygnowany zszedł z chodnika na jezdnię, robiąc duży krok nad pryzmą zmarzniętego śniegu. Lewa ręka cały czas pozostawała zgięta w łokciu.
Jej oddech sprawił, że na zimnej szybie wykwitła nieregularna plama pary. Ale nie przeszkadzała w obserwacji.
Ucieszyła się, że wchodząc do łazienki, nie zapaliła światła. Mimo to w pomieszczeniu nie było ciemno, bo po jasnych płytkach prześlizgiwała się poświata lampy ulicznej. Poza tym wpadła tu na chwilę, po paczkę mokrych chusteczek, którą zawsze zostawiała w tym samym miejscu, na półce pod lustrem. I kiedy miała ją już w ręku, coś na zewnątrz przyciągnęło jej wzrok.
Ruch.