I nie chodziło wcale o gęsto sypiący śnieg. Płatki, jak rój ciem, wirowały leniwie w trójkącie światła sączącego się z latarni. Dalej niknął w mroku parking. Samochody ustawione wzdłuż jezdni, na granicy z lasem, pokrywała gruba warstwa puchu. Tylko jeden wóz, który zaparkował tam niedawno, wyglądał na ledwie przyprószony śniegiem. Ale nie należał do człowieka, którego obserwowała. Ten musiał tu przyjść pieszo.
Karla zastanawiała się, co robić, uznała jednak, że piłka jest po jego stronie.
Mężczyzna znów podszedł do furtki i wygiął się, jakby chciał dostrzec coś lub kogoś przez kuchenne okno. Ale wszystkie światła w tej części domu pozostały wyłączone, nie licząc nastrojowych lamp w sypialni. Tyle że te okna wychodziły na drugą stronę budynku, na niewielki ogród.