Wstyd
Robert Małecki — Literatura

„Czy to na pewno on?”, zastanowiła się. Już po chwili jednak nie miała żadnych złudzeń. Mężczyzna uniósł głowę, na którą miał naciągnięty kaptur. Odruchowo odsunęła się od żaluzji, ale przecież nie mógł jej dostrzec. Za to w tym świetle dobrze widziała jego pociągłą twarz. Nie mogło być mowy o pomyłce. A jednocześnie nie miała pojęcia, czego on od niej chce. Tym bardziej, że do tej pory nie zdecydował się skorzystać z domofonu.

Zerknął na zegarek, wyjął smartfon i ściągnął rękawiczkę, żeby odblokować ekran. Po chwili schował aparat i ponownie spojrzał na zegarek.

Zdradzała go niespotykana nerwowość. Mógł przecież sprawdzić godzinę na ekranie smartfona, a jednak tego nie zrobił. Maskował niepokój, chociaż ona znała go raczej z opanowania. Niewykluczone, że do niej zadzwonił, lecz miała wyciszony aparat. Zamierzała to później sprawdzić.

– Karla? – usłyszała głos z sypialni, ale wciąż patrzyła na osiedlową ulicę, na zwały śniegu między drogą a chodnikiem i na nieodśnieżony fragment przed swoim ogrodzeniem.

Odsunęła się od okna.

– Idę – powiedziała ciszej, niż zamierzała.

– No to chodź…

Nie ruszyła się jednak z miejsca.