Chłód bił od szyby. Od ponad dwóch tygodni termometr na zewnątrz pokazywał kilkanaście kresek poniżej zera.
Mężczyzna kolejny raz przyjrzał się jej domowi, po czym odszedł od furtki na kilka kroków i znowu wrócił w to samo miejsce. Przyłożył dłoń do domofonu i spuścił głowę. Karla wzdrygnęła się w oczekiwaniu na znajomy gong. Ale ten nie wybrzmiał.
Nowak zastygł. Lewą rękę trzymał tak, jakby wisiała na temblaku.
Czy otworzyłaby mu drzwi? Czy jednak, ze względu na okoliczności, udawałaby, że dom stoi pusty? Żyła w małym mieście, w którym niezdrowe plotki krążyły z prędkością światła. Nie mogła sobie na to pozwolić.
Położyła chłodną dłoń na dekolcie, wyczuwając każde uderzenie serca.
Mężczyzna w końcu cofnął rękę i pokręcił głową. Wtedy ulicę rozjaśniły reflektory samochodowe. Rozpoznała czerwoną kurtkę puchową, którą często widywała w pokoju nauczycielskim. Wieszał ją zazwyczaj w pobliżu drzwi.
Zanim samochód przejechał wolno za jego plecami, odbijając bieżnik opon w świeżym śniegu, mężczyzna odwrócił głowę od rażącego światła. A kiedy wóz go minął, wsunął dłonie w kieszenie kurtki i odszedł, spoglądając raz po raz za siebie.